Mądrzymy się

Szkoła to nie wszystko!

Ten post to wyraz mojej złości i zarazem bezsilności. Złości na nas dorosłych wyznaczających priorytety, standardy, cele życiowe naszym dzieciom. Tych, którzy ustalili, że głównym celem mają być oceny i sukcesy szkolne. Którzy pakują dzieciom do głowy, że oceny są na tyle ważne, by rezygnować dla nich z innych sfer życiowych. Nakładających konsekwencje, kary i szlabany na tych, którzy nie osiągnęli celu szkolnego, który wyznaczył mu rodzic. Którzy wyrażają swoje niezadowolenie, gdy dziecko przyniesie 4+ zamiast oczekiwanej 5.


Drodzy Dorośli. Przypomnijcie sobie co dostaliście w 4 klasie ze sprawdzianu z matematyki. Albo chociaż ocenę półroczną – może będzie łatwiej. A może przynajmniej możecie stwierdzić, jaki bezpośredni wpływ miały oceny na Wasze życie? Oczywiście zdane egzaminy otwierają drzwi do kariery. To bez wątpienia. Ale czy ze wszystkiego byliście najlepsi? Czy piątki i szóstki na sprawdzianach mogą wywróżyć sukces życiowy? Po co Wam są potrzebne czerwone paski na świadectwach z piątkami i szóstkami od góry na dół? Co i komu chcecie przez to udowodnić?

Coraz częściej w swojej pracy mam do czynienia z dziećmi przeciążonymi nauka, pod presją rodziców wymagających dobrych ocen ze wszystkich przedmiotów. Dzieci, których rodzice zainteresowani są głównie ocenami. Rodzice, którzy wymagają by być dobrym ze wszystkiego. A gorsze oceny podsumowują słowami: „na niczym ci nie zależy”, „weź się do roboty”, „masz szlaban aż poprawisz oceny”. Dzieci, które mają dość, wypłakują się skrycie, mają rodziców za nieczułych tyranów.


Nie można być dobrym ze wszystkiego! Szczególnie w sytuacji, gdy podstawa programowa jest przeciążona. Oczywiście, że są takie dzieci, które to potrafią. Ale w imię czego? Zawierania przyjaźni, zbierania pozytywnych doświadczeń i wspomnień? Ważniejsze są oceny niż więzi rodzinne, koleżeńskie czy zdrowie psychiczne? Pozwólcie im być dziećmi. A oceny… Rozwijajcie ich pasje, stawiajcie na przedmioty egzaminacyjne, a reszta niech będzie przyzwoita, by wiedzę o świecie miało i żeby „wstydu nie było”… Do rozwagi, by nie przeoczyć w relacji z dzieckiem czegoś naprawdę ważnego. By nie doprowadzić do tragedii pozornie szczęśliwych dzieci.

Autor: Małgorzata Bojanko

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *