Mądrzymy się

Wrodzona mądrość, czyli czego możemy nauczyć się od dzieci?

Modne teorie mówią rodzicom, że rozwój dziecka  trzeba stymulować i napędzać od pierwszych chwil życia oraz od początku walczyć z dzieckiem o władzę poprzez konsekwencje (kary i nagrody) oraz sprawowanie kontroli. Tymczasem wszystko czego dziecko potrzebuje do rozwoju oraz do tego, by chętnie współpracować z rodzicami jest już w nim. To wrodzone mechanizmy kierują jego uwagę w stronę tego, co niezbędne (innych ludzi) oraz bronią go przed tym, co niekorzystne (samotnością, zalewem bodźców oraz zewnętrzną motywacją).

Dziecko wie:

• że najważniejsza jest obecność uważnego opiekuna

Już noworodek ujawnia swoją społeczną naturę. Uspokaja się blisko mamy  lub innej osoby, która jest często i troskliwie się nim zajmuje. Kontakt z ciałem rodzica fizycznie je uspokaja (stabilizuje rytm serca i oddech). Jego ciało dostraja się do rodzicielskiego rytmu, mózg reaguje na emocje, twarz w podstawowym zakresie je oddaje, wzrok szuka czyjegoś wzroku i na nim na chwilę się zatrzymuje. Dziecko pozbawione bliskości, kontaktu, czułości, dotyku nie rozwija się tylko walczy o przetrwanie. Nawet małe małpki (słynny eksperyment z rezusami) wiedzą, że lepiej nie mieć co jeść niż nie mieć się do kogo przytulić. Dziecko nakarmione, umyte i przebrane nie będzie dobrze się rozwijać jeśli nie będzie z kimś blisko związane i otoczone troską. Smutne, ale prawdziwe.

• że sprawianie innym przyjemności jest super

Już niemowlaki mają czynny w mózgu obszar społecznej nagrody. Radość sprawia im wywoływanie na czyjejś twarzy uśmiechu, a grymas innych budzi w nich niepokój. Już małe dzieci powtarzają to, co jest dla rodziców źródłem uciechy i oddają swoje przytulanki w geście pocieszania. Jedyne czego potrzebują do prawidłowego rozwoju to jasnych, spójnych, prawdziwych, empatycznych i dostosowanych do wieku reakcji na swoje zachowanie. Tylko i aż tyle.

• że przesadna troskliwość mu nie służy

Nawet niemowlęta nie lubią nadopiekuńczości. Z badań wynika, że opiekunowie reagujący z wielką gorliwością, zawsze i natychmiast, na każdy pomruk i stękniecie dziecka, mogą liczyć na słabsze przywiązanie swoich pociech niż ich mniej nadskakujący koledzy. To prawda, że dzieci potrzebują wsparcia w regulacji emocji i radzeniu sobie z wyzwaniami, ale intuicyjnie preferują współpracę niż rodzicielską ingerencję (lepiej podać dziecku dłoń niż przenieść przez przeszkodę).

• że własna motywacja jest lepsza niż cudza

Choć dzieci cenią sobie uwagę i szczere zainteresowanie ich sprawami to (jak każdy) wolą działać z własnej inicjatywy niż za namową. Jeśli robią coś z własnej woli oceniają daną czynność jako ważniejszą i bardziej atrakcyjną. Pochwalenie za coś (nawet tak prozaicznego jak wypicie kefiru, czy rysowanie) powoduje, że dziecko postrzega to jako mniej przyjemne (a kefir jako mniej smaczny), a jego motywacja spada. Jeśli nakłonimy (zmotywujemy) dziecko by robiło coś co jest dla nas ważne osiągniemy efekt na krótko, jeśli przekażemy mu te wartości (dając dobry przykład), tak by uznało je za  własne, możemy spodziewać się efektu na lata (to nic, że czasem po latach ;)).

• że czasem warto poczekać

Choć wydaje się, że ten punkt jest zaprzeczeniem dziecięcej natury to jednak jest on sensem rozwoju. Dziecko realizuje spokojnie swój plan zapisany w genach. Czuje kiedy na coś jest odpowiednia pora. Ono wie kiedy inwestowanie energii w coś się opłaca, bo wysiłek włożony w opanowanie czegoś zakończy się sukcesem. Umie też podejmować próby i je na jakiś czas odraczać, by się zbyt długo nie frustrować (a więc jeśli Twoje dziecko konsekwentnie „zjada” klocki, zamiast stawiać z nich podręcznikowe budowle, to życz mu „smacznego” – jeśli tylko pozwolisz mu dowolnie nimi manipulować to, gdy przyjdzie pora, w minutę ułoży wszystkie w idealną wieżę). 

Dziecko w naturalny sposób potrafi:

Cieszyć się bliskością.

Czerpać przyjemność ze sprawiania radości.

Korzystać ze wsparcia, ale nie pozwalać się wyręczać.

Działać z wewnętrznej motywacji.

Doskonalić się i rozwijać we własnym tempie.

Piszę o tym ponieważ sposób patrzenia na naturę dziecka warunkuje nasze zachowanie względem niego. Jeśli mamy w domu człowieka, o którym WIEMY, że jest dobry. Jeśli UFAMY, że to czego potrzebuje do prawidłowego rozwoju, to  nasza uważność i troskliwa obecność. Jeśli DOSTRZEGAMY jego chęć współpracy, choć chwilami wydaje się być głęboko ukryta pod dziecięcą potrzebą doświadczania świata i autonomii, to nie zgubimy drogi. Nie ma mowy.

Podobno mądrość przychodzi z wiekiem. A może z niej się wyrasta…?

Autor: Aleksandra Świdzikowska

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *